music

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 5

Obejrzałam się za się za siebie zobaczyłam, zobaczyłam no właśnie nikogo nie złam serio chyba zwidy mam czy coś. Zeszłam z huśtawki i z bólem w kostce usiadłam na ławce. No tak moja kostka... Odwinęłam bandaż i okazało się,że mam jeszcze bardziej spuchniętą kostkę. Zawinęłam kostkę bandażem, zastanawiałam się nad życiem, nad sensem tego wszystkiego. Dzisiaj są moje urodziny a ja co robię? Siedzę na ławce i pije energetyka. Wyciągnęłam telefon i weszłam w galerie. Zdjęcie przedstawiało mnie jak robię trick. Powiem szczerze byłam zachwycona. Szybko dodałam je na tło na fb z podpisem "Mistrz nożnej tak świętuje urodziny xd". Postanowiłam odpowiedzieć na te wszystkie życzenia ale mi się nie chciało. Więc napisałam na tablicy swojej "Dziękuję wszystkim za życzenia". Po chwili pojawiały się pierwsze like i komentarze pod zdjęciem. Zdziwieniem było gdy te zdjęcie polubił mi Reus. Serio staram się być dla niego miła ale mi to nie wychodzi. Jest niewiele starszy ode mnie więc traktowałam go tak jak na to zasługiwał. A po za tym denerwuje mnie. Popatrzyłam na tatuaż, chciałam zrobić sobie jeszcze jeden. I chyba zrobię. 
- Ładny tatuaż kiedy zrobiłaś?- odwróciłam się i ujrzałam jego czyli Reusa. Jeju jeszcze pewnie mi urodziny zepsuje jeszcze bardziej.
- Dzięki.  Ej dobra muszę iść pa. - powiedziałam. Nie miałam ochoty z nim gadać. Włozyłam słuchawki w uszy i puściłam piosenke. Mam dość tego wszystkiego. I najprawdopodobniej się zakochałam. Nie. Rose. Nie zakochałaś się tylko zauroczyłaś. Tak to jest głupie zauroczenie. Przecież miłości nie ma tylko jest piłka nożna.Chciałam już otworzyć swoje drzwi do mieszkania gdy usłyszałam
- Rose- usłyszałam za sobą jego cichy głos, odwróciłam się zobaczyłam go, chciałam już iść ale nie pozwolił to wszystko wyglądało tak. Odepchnęłam go.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego mieszkania, do sypialni. Jeju wiedziałam, że będziemy musieli porozmawiać, ale nie chciałam dzisiaj, chociaż z jednej strony może to i lepiej?. Nie no sama nie wiem. Blondyn usiadł naprzeciwko.
Chwile milczeliśmy patrząc na siebie. Wkońcu przerwał panującą tu głupią ciszę.
- Rose, czemu mi nie powiedziałaś o kostce?-zapytał.
- Bo to nic poważnego.-odpowiedziałam i po chwili dodałam.
- Co cię tak bardzo interesuje ja i moje życie? Jakoś innych uczniów tak nie traktujesz/ nie martwisz się. Dziwne to jest.
- Mimo, że znamy się tydzień to kiedy na ciebie wpadłem już wiedziałem, że jesteś inna,jesteś sobą, czułem, że mogę ci zaufać. Pomimo naszych kłótni dla mnie jesteś moją przyjaciółką, chciałbym żebyś nią była. Martwię się o ciebie. Chcę cię chronić przed tymi co by chcieli zrobić z tobą to co ja. Wiem, pewnie pomyślisz, że jestem dziwny czy coś. Ale od razu poczułem, że jesteś wyjątkowa. - o luju zaskoczył mnie tymi słowami, serio...
- Nie uważam, że jesteś dziwny, tylko trochę mnie zaskoczyłeś, też coś takiego poczułam. Poczułam, że chyba jako jedyny z osób które znam jesteś inny. Wogule inny. A co do tego, to nie musisz mnie chronić, nie martw się nie zrobisz tego ze mną- zaśmiałam się
- Pff nie bądź tego taka pewna... To co przyjaciele?;>
- No ok. Ale na czym ta przyjaźń nasza ma polegać? Bo ja czegoś nie rozumiem. Już może 5 raz mnie pocałowałeś więc ja tego nie ogarniam trochę.
- Wiesz wtedy to nie byliśmy przyjaciółmi więc wiesz. A przyjaźń nasza będzie polegać na prawdziwej przyjaźni. Rozumiesz?
- No tak.
- Poczekaj chwile na mnie zaraz przyjdę ok?
- No dobra.
Wyszłam na balkon, dobrze czy źle, że się zgodziłam? Nie wiem. Dzisiaj są moje urodziny, jest godzina 23:14 a ja właśnie zostałam przyjaciółką mojego wychowacy. Czy to nie jest dziwne? Jest. Ale wiem, że nie znam go a on mnie i to chyba jest czas, żeby poznać siebie nawzajem. Wtedy pewnie oceniłam go za wcześnie tak jak on mnie. Myślałam, myślałam tak, aż poczułam jego oddech na szyi. Złapał mnie za rękę i odwrócił mnie.
- Wszystkiego najlepszego !;)*
- Dziękuję;P
Weszłam do pokoju a on za mną.
- Zamknij oczy, proszę. - powiedział.
- Nie.
- Rose, no zamknij oczy.
- No powiedziałam coś, Nie.
- Ale dlaczego?
- Bo nie.
- Rose no weź.
- Nie, nie zamknę oczu.
Nie chciałam zamykać oczu bo nie wiedziałam co ten głupek wymyśli. Na pewno było by to coś, co bym pamiętała do końca życia. Podszedł do mnie i przerzucił mnie przez ramię tak, że widziałam tylko jego plecy i to co było za nami.
- REUS DO CHOLERY PUŚĆ MNIE!-krzyczałam do niego.
- HAhahahahha nie xd to będzie kara za to, że nie chciałaś zamknąć oczu.
- REUS!- tylko tyle udało mi się krzyknąć gdy po chwili byłam w lodowatej wodzie.... Grrr... Zimno. A on stał i się śmiał. O nie pożałuje tego. Wyszłam z wody. No tak byłam cała przemoczona i jeszcze było mi zimno i koszulka mi prześwitywała... ZABIJĘ GO, ZABIJĘ. ZEMSTA BĘDZIE JESZCZE GORSZA OD TEGO. CHCĘ WOJNY? BĘDZIE JĄ MIAŁ. NIE DARUJE MU TEGO!. Wkurzona ominęłam go i chciałam iść do siebie ale mnie zatrzymał.
- Rose, no przepraszam xd ale słodko wyglądasz w tej przemoczonej koszulce- zaśmiał się.
Nic nie odpowiedziałam tylko przybliżyłam się do niego. Myślał, że chcę go pocałować ale już po chwili leżał na ziemi zwijając się z bólu gdyż kopnęłam go z całej siły w brzuch. Wyszłam z mieszkania. No byłam wkurzona na niego, ale znając, życie będzie wojna. Na razie jest 1:1. Weszłam do swojego pokoju, przebrałam się w krótkie spodenki i koszulkę do połowy brzucha i zeszłam do kuchni gdzie zrobiłam se naleśniki. Później  umyłam zęby itp. I poszłam do sypialni. Zrobiłam brzuszki i się położyłam do łóżka. Obudziłam się o 7:30. Wstałam, ubrałam to. Znowu zrobiłam brzuszki, ogarnęłam się i zeszłam na dół. Usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Była wiadomość od Marco.
- Szykuj się, zaraz będę u cb. Muszę ci coś powiedzieć, a później pojedziemy do szkoły.Coooooooooooo? Kurwa. Nie chce z nim jechać. Ej zaraz balkon! Przecież się kiedyś wspinałam po drzewach. Szybko pobiegłam Na balkon, wzięłam plecak i zeszłam na drzewo, a później z drzewa na trawę, co się okazało było błędem bo nie dałam rady wstać, bo kostka mnie bolała. Jakoś z bólem wstałam i poszłam do szkoły.
3 pierwsze lekcje były spoko, teraz miała być 4 lekcja czyli muzyka... Nie lubiłam babki od tego przedmiotu, dobrze, że wzięłam słuchawki. Weszłam do klasy, usiadłam w ostatniej ławce, włożyłam słuchawki w uszy i puściłam moją ulubioną piosenkę. Patrzyłam w okno. Myślałam, dzisiaj jest 15 wrzesień, jestem od tygodnia w Dortmundzie. Czy tu jest mi lepiej? Nie wiem, sama nie wiem. Tam miałam przyjaciół, tutaj też niby mam Polę, ale to nie to samo. Na pewno się zmieniłam. To mogę stwierdzić. Jeszcze, żeby nie Reus wszystko było by ok. Nagle poczułam szarpnięcie za słuchawkę, odwróciłam się i zobaczyłam nauczycielkę.
- Co ty robisz?! Jesteś na muzyce! Powtórz to co przed chwilą powiedziałam, przy tablicy.
- No ale chyba jak słucham muzyki to to jest muzyka nie? A pani przypadkiem nie mówiła, że jest pani głupia i nikt panią nie lubi?- odpowiedziałam dla niej ze śmiechem, na co cała klasa wybuchnęła śmiechem.
- STARK TERAZ PRZEGIĘŁAŚ IDZIESZ DO DYREKTORA.
- Hahaha mogę iść, a i jeszcze jedno PO NAZWISKU TO PO PYSKU! więc jak pani jeszcze raz powie do mnie po nazwisku to niestety będzie pani zmuszona tłumaczyć się dla dyrektora. Do widzenia.-
krzyknęłam do niej i wyszłam z klasy, no miałam się zmienić no ale dla niej nic się nie zmienie. Hahahah. Jaka beka z niej. No bez przesady powiedziałam, samą prawdę. Ale nie ta głupia idiotka musiała wysłać mnie do dyrektora...
Zapukałam do gabinetu. Otworzył mi starszy pan. Zaproponował, żebym usiadła, chciałam z tego skorzystać ale nie doszłam do krzesła, gdyż upadłam. Dalej nie pamiętam co się wydarzyło.....
**************************
Napisałem do niej sms-a, żeby szybko się ogarnęła i wyszła. Jak debil stałem pod jej drzwiami. Postanowiłem zrezygnować. Ale nie pójdzie jej tak łatwo. Ja to wiem. Pojechałem do szkoły. Nie mogłem przestać myśleć o tej uroczej brunetce. 3 godziny wf szybko minęły. Na  4 miałem przerwe. Zastanawiałem się. Czy ona zawsze musi postawić na swoim? Najwidoczniej musi. Usłyszałem  dźwięk swojej komórki. Dzwonił dyrektor, nie ogarniam człowieka, jesteśmy w tym samym budynku a on dzwoni. No cóż takie życie.
- Marco? Szybko do mojego gabinetu, twoja uczennica zemdlała, już zadzwoniłem po pogotowie.!
- Już ide.
Jeju no, ja zawsze mam jakiś problem z moją klasą, ciekawe kto zemdlał. Żeby nie denerwować dyrektora. Pobiegłem do jego gabinetu. Wszedłem do jego gabinetu a na podłodze leżała Rose gdy ją zobaczyłem zamurowało mnie. Nie mogłem nic powiedzieć. Zastanawiało mnie jedno co się stało?
- Co się stało?-zapytałem drżącym głosem.
- Przyszła do mnie, chciała usiąść ale upadła i straciła przytomność. Szybko zadzwoniłem po pogotowie i po ciebie. A ma ona jakąś rodzinę tutaj?-zapytał
- No chyba nie. Z tego co wiem to się od niej odwrócili.- powiedziałem.
- A ty chyba mieszkasz koło niej?-zapytał
- No tak naprzeciwko.- odparłem
- Wiesz jak coś poważnego dla.niej będzie to zaopiekujesz się nią. Szkoda dziewczyny. - powiedział. Już chciałem powiedzieć coś ale w tym momencie przyjechało pogotowie. Zabrało ją. Dyrekor powiedział żebym wracał do swoich zajęć. No tak jak mam wrócić do swoich zajęć jeśli nie wiadomo co z nią jest. Do konca zajęć nie mogłem się skupić... 
***********
Obudziłam się w jasnym pomieszczeniu. Nade mną stał lekarz. Nie wiedziałam jak się tu znalazłam.
 - O już się obudziłaś, jak się czujesz?
-Dobrze. Doktorze co mi jest?-zapytałam.
- No więc Rose masz skręconą kostkę. Zasłabłaś bo nic nie zjadłaś. Musisz na siebie uważać. 
- A długo tu zostanę?- zapytałam
- Gdzieś tydzień.- odparł
- Coooo?! Nie. Wypisuje się na własne żądanie.
-Rose masz coś z sercem. Musimy zrobić badania.
- To teraz zróbcie.
- No dobrze chodź.
Zaprowadził mnie do jakieś sali. Zrobili ekg, i musiałam biegać na bieżni chociaż, że podali mi środki przeciwbólowe to kostka mnie bolała. Po godzinie badań. Poszłam do swej sali. Po chwili przyszedł lekarz.Widać było, że coś było nie tak.
- Rose. Mam dla ciebie złą wiadomość.-powiedział
- Jaką? - zapytałam
- No więc tutaj masz wypis, tutaj zwolnienie z szkoły, zwolnienie z wf.
- Coooooo? Mam zwolnienie z wf? To niemożliwe.
- No tak, nie możesz biegać. Przyjdź do mnie za miesiąc. Wtedy może coś się zmieni. Uważaj na siebie.
- Dobrze, dziękuję do widzenia. Zamówiłam taksówkę, pojechałam do domu. Weszłam do mieszkania. Położyłam na stole wszystkie moje zwolnienia. Wzięłam energetyki,paluszki,skitlesy i poszłam na górę. Wzięłam słuchawki i wyszłam na balkon. Usiadłam w swoim ulubionym miejscu. Włączyłam swoją ulubioną piosenkę. Weszłam na fb. Długo myślałam nad tym czy napisać na fejsie, czy nie. Jednak zdecydowałam się napisać. "Żyjmy teraźniejszością a nie głupimi marzeniami". Dodałam post na fb, wylogowałam się, Mimowolnie popłynęły mi łzy. Teraz nic się nie liczyło, tylko to, że nie mogę robić tego co kocham. Nie mogę biegać a co z tym idzie? Piłka nożna. Ona tylko trzymała mnie przy życiu. A teraz? Gdy bieganie jest najważniejsze w nożnej nie mogę grać w nią. Po prostu zajebiście. Co teraz ze mną będzie? Nie mam nikogo dla kogo mogłabym żyć. Samobójstwo... Nie samobójstwo nie wchodzi w grę. Wolę założyć takie coś w stylu bloga. Ooo może tumblr? Tak to będzie jak na razie najlepszym rozwiązaniem. Ale to jutro założę. Jest już 16:16. Co dzisiaj będę robić? Nie wiem. Poszłabym gdzieś sama. Ale kostka no właśnie. Ale może gdzieś strasznie blisko jest fajne miejsce? Wpisałam w google i wyskoczyło mi, że park jest blisko mnie i jest jeszcze jakaś rzeczka. Postanowiłam pójść na tą rzeczkę. Poszłam do łazienki. Mimo to, że zrobiłam wodoodporny, było widać, że płakałam. Miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Ale gdy wyszłam z domu i zrobiłam gdzieś 10 kroków pojawił się przede mną Reus. Jeszcze jego mi tu brakowało. Świetnie po prostu.
- Ooo Rose, gdzie ty idziesz?-zapytał
- yyy, przejść się.- odpowiedziałam
- z skręconą kostką? Zajebisty pomysł normalnie. - odparł
- Nooo. - już miałam odejść ale niestety złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- Chodź do domu. Przecież masz odpoczywać. - powiedział.
Zgodziłam się, bo nie chciałam się z nim kłócić. Weszliśmy do mojego mieszkania. Poszłam od razu na górę. Wyszłam na balkon. Po chwili przyszedł on.
- Rose, czemu mi nie powiedziałaś, że masz skręconą kostkę? - zapytał.
- No bo to nic poważnego. - odpowiedziałam nie odrywając wzroku od widoku z mojego balkonu.
- Ej co się dzieje?- zapytał i podszedł do mnie.
- Nic. - odpowiedziałam nadal nie patrząc na niego.
- Rose, popatrz na mnie.- powiedział. Nadal patrzyłam się przed siebie. Nie wytrzymał. Stanął za mną i odwrócił mnie w swoją stronę. Spojrzałam w podłogę, ale podniósł mój podbródek. Teraz doskonale widział moje oczy. Miałam nadzieje, że nie zauważy, że płakałam ale jednak zauważył.....
- Rose, płakałaś co się stało?-zapytał i po chwili dodał- Ej będzie wszystko dobrze
- Wiesz, jak to jest, gdy nie może się robić tego co się kocha? Nie wiesz. No właśnie nie wiesz. Kurwa wszystko będzie dobrze? Nie nic nie będzie dobrze. Nie mogę grać w nogę, rozumiesz kurwa? Nie mogę.- wykrzyczałam mu to. On nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił...
______________________________________________________________________
No więc zapewne nikt tego nie czyta, ale postanowiłam napisać krótką informacje. Że mimo iż pewnie 2/3 osoby to czytają, nie zamierzam się poddawać i kończyć tego bloga. Miałam nadzieję, że będę pisać dla kogoś. Ale teraz wiem, że najlepiej pisać dla siebie. Nie zważając na innych. Więc będę pisać dalej.

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 4

Obudziłam się o 6.30. I w tym samym momencie zadzwonił budzik. Nie chciało mi się wstawać ale musiałam. Musiałam od dzisiaj być miła. Miła? Nie dam rady. Ale muszę się postarać. No oczywiście w niektórych sytuacjach nie mogę być miła.  Spojrzałam na mój piękny tatuaż, odmienił mnie. Tak to przez tatuaż musze się zmienić, być inna. Ale czy to dobry czas na zmiany? Ale jak nie teraz to kiedy? Jutro? Jutra może nie być. Nie wiadomo co się jutro zdarzy. No tak jutro moje urodziny. Nie chce żadnej imprezy. Bo znowu zrobię coś czego będę żałować.  Dobra koniec przemyśleń pora wstawać i wziąść się za siebie. Wstałam, zrobiłam brzuszki i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i założyłam to. Bo po prostu było chłodno. No tak jesień zbliża się krokami. Zjadłam na śniadanie tosty z nutella i poszłam do szkoły. Założyłam sobie słuchawki i puściłam muzykę. Byłam już prawie pod szkoła gdy ktoś mnie walnął w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam no właśnie kogo zobaczyłam? Caro. Zobaczyłam Caro przez tą samą którą się zmieniłam w wulgarną nastolatkę.  Wyjęłam słuchawki i powiedziałam do niej.
- Czego ode mnie chcesz?
- To tak witasz swoją przyjaciółkę?
- Byłą przyjaciółkę.
- Co? Weź no byłysmy kurwa tyle czasu przyjaciółkami. A ty teraz się kurwa ode mnie odwracasz? Wyjechalas do Dortmundu i myślisz że bym dała ci spokój? O przyjaciołach się kurwa nie zapomina czaisz?
- My nie jesteśmy przyjaciółkami. Przez ciebie zmieniłam się na gorsze. Weź spieprzaj ode mnie. Myślisz, że jak Ci się skończyła kasa na amfe to ci pomogę? Zapomnij. Zostaw mnie w spokoju.
- Pożałujesz jeszcze tego.
Nie rozumiem czego ona ode mnie chce? No wiem, że pieniędzy. Po co mnie szukała? Nie dość że jej nie nawidze i mnie zniszczyła to mi grozi. No bez przesady.  Dobra koniec. Nie myślę o niej już. Tera idę na lekcje i zapominam o całej sprawie. Z rodzicami się nie pogodze mimo, że się zmieniłam nie po tym jak się odwrócili....
Matma, polski, gegra, hista, te lekcje juz minęły teraz tylko plastyka i do domu. Jeju jak ja się cieszę z tego powodu..  Plastyka, nie lubię rysować.  Chociaż kiedyś zajmowałam się graffiti. No tak to było kiedyś. Usiadłam w ostatniej ławce. Dzisiaj mieliśmy namalować napis jakikolwiek jak najładniej. Mogło być graffiti. Gdy już kończyłam do sali wszedł wychowawca i powiedział żebym przyszła do niego. O co mu chodziło to nie wiem ale cóż.  Po skończeniu pracy efekt mnie zadawalal, moja praca wyglądała tak jak miała wyglądać. Napis infinite jako graffiti prezentował się świetnie. Oddałam rysunek i wyszłam z klasy. Nie wiedziałam o czym chce on ze mną rozmawiać. Może o drużynie? Oby. Dobra musze być miła, no ale nie wiem jak to wyjdzie. Ale jakoś musi bo obiecałam sobie, że bd miła. Dobra to już to ustaliłam ale nie wiem czy iść na boisko czy do jego klasy. Dobra pewnie w klasie. Doszłam do klasy i zapukałam. Powiedział proszę, wiec weszłam. Siedział sobie na krześle i coś pisał w komórce. Gdy mnie zobaczył schował komórkę i kazał usiąść..
- No więc czemu ciebie nie było wczoraj w szkole? - zapytał.
- Miałam ważny powód to nie przyszłam. -  odpowiedziałam i pl chwili dodałam. -  jeśli myślisz, że nie przyszłam bo się calowalismy to się mylisz.
- skąd wiesz, że tak myślałem?
- widać po twoim zachowaniu.
- aha.  No więc myślałem nad drużyną. I chcesz w niej być? -  zapytał.
- No tak. A na jakiej bym pozycji grała?
- no nie wiem, pewnie obrona albo pomoc.
- a bd grała jeszcze jakaś dziewczyna?
- No tak Olivia.
- że co? Ona w drużynie? Chyba cie pojebalo nie?
- no ale i tak bd musiał wybrać między Tobą a nią, tylko tyle że  jej ojciec jest jakimś tam ważnym i dyrektor poprosił żebym ja sprawdził.
- super, dobrze wiedzieć -  powiedziałam z sarkazmem.
- ok,  to jutro o 8 trening i wybieranie drużyny.
- dobra to cześć -  powiedziałam i wyszłam z klasy. Nie no zajebiscie jutro... Czyli moje urodziny. Byłam pewna, że to wygram z tą Olivią ale jest jeden problem. Jak ja wstanę? Dobra jakoś trzeba.
********** ***   *********
23:59 jest godzina a ja jeszcze nie śpię, dlaczego? Bo myślę o całym moim życiu.  Jeszcze rodzice których tak naprawdę nie mam. Bo jacy rodzice się odwracają od swojego dziecka? Jutro a nie juz dzisiaj. Pewnie przyślą mi kasę. No tak dzisiaj kończę 19 lat.  Miałam już 19 lat ale rocznikowo. Dobra koniec musze się wyspać bo nie wstanę.  Obudziłam się o 6,bo jakoś spać nie mogłam. Wzięłam telefon i weszłam na fb. No tak życzenia juz ślą. Nie chciało mi się  czytać tego wszystkiego wiec wylogowalam się. Ej ale fajnie było by zrobić sobie sesje zdjęciową z piłką i bez. No tak fajnie tylko jak? Ale zaraz zaraz Pola mówiła coś, że ma jakąś koleżankę która robi świetne zdjęcia. Wstałam zrobiłam brzuszki, ogarnęłam się,  nałożyłam zwykłą koszulkę i spodenki. Jadłam śniadanie jak usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Odebrałam.
- halo?
- wszystkiego najlepszego z okazji urodzin no i mamy prezent dla ciebie. Przelalismy ci pieniądze i powinno ci to wystarczyć.  No i juz nie będziemy tobie nie wysyłać kasy bo jesteś już duża i masz swoje życie to tylko tyle chciałam narazie.
No tak kurwa kochani rodzice. Jak podejrzewałam kasę wysłali. No i dobrze nie potrzebuje ich. Tylko zepsuli mi dzień...  Wzięłam plecak i korki i poszłam na boisko.  Nie chciałam o nich już myśleć....  Poszłam do szatni przebralam się i poszłam na boisko.  Oczywiście Olivia mnie nienawidziła tak jak ja ją.  Jak mnie zobaczyła to powiedziała coś do swoich kolegów. Przyszedł Reus, podzieliliśmy się na drużyny.  Jak zawsze spóźnił się Matt, którego nienawidziłam.  Był to chłopak Olivii nie wiem jak można być z takim pustakiem ale okey.  Nie mieszam się w to. Matt oczywiście był w przeciwnej drużynie z swoim pustakiem. Zaczęliśmy mecz. Ja stałam na obronie. Biegła Olivia i zabrałam dla niej piłkę i okiwalam ją zakładając dla niej siatkę. Wkurzyła się.  Ja podałam do Erika i strzelilismy gola. Później znowu Biegła Oliwia to zabrałam piłkę i kiwalam się z wszystkimi juz miałam podać gdy poczułam ból w nodze. Okazało się, że to Matt wjechał mi wslizgiem w nogę z całej siły. Upadłam na ziemię i zwijalam się z bólu. Reusa w tym czasie nie było bo poszedł do dyra na chwile. Erik pomógł mi wstać.
- Ej nie mów nic nauczycielowi ok? -  powiedziałam dla Erika.
- Okey nie ma sprawy. Dobra przyniosę ci twoje rzeczy i pojedziesz do domu ok? -  powiedział i po chwili go już nie było. Noga strasznie mnie bolała.  Nie wiem może mam złamaną?  Albo skróconą?  Nie wiem.  Pojadę do lekarza i się dowiem. Jeszcze akurat musiał mi trafić w kostkę. Nie no super. Zajebiste urodziny nie ma co. Erik przyniósł mi rzeczy i poszłam do domu. Kostka wyglądała fatalnie wiec zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Okazało się, że mam skręconą kostkę.  Założył mi bandaż i powiedział żebym nie przeciążała nogi. Całe szczęście, że to jest lewa kostka.... Szłam sobie pomału i doszłam do wniosku, że przydałby mi się nowy samochód. Weszłam do salonu i odrazu spodobał mi się ten. Zapłaciłam za niego kartą i pojechałam do sklepu. Kupiłam dużo słodyczy i jedzenia. Spotkałam się jeszcze z Polą i załatwiła mi fotografa na 16. A teraz 14. Pojechałam do domu. Rozpakowalam produkty i włączylam tv. Nie zauważyłam jak minęło mi tyle czasu. Spojrzałam na zegarek a tu 17.30 szybko się przebrałam, i poszłam na umówione miejsce czyli boisko. Nigdy tu nie byłam ale napewno będę tu często. Było to boisko na wzgórzu i huśtawka i ławeczka obok. Widok zapieral dech w piersiach.  Okazało się że te niezwykłe miejsce jest 5 minut ode mnie. Serio cudownie tu było. Przyszła koleżanka Poli i zaczęła mi robić zdjęcia z piłką. Odrazu pojechalysmy do niej i wywołała je i dała.  Zdjęcia wyszły cudownie. Dzisiaj ciepło było więc gdy wróciłam do domu, przebrałam się i postanowiłam się przejść. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam energetyka i pestki. Poszłam na wzgórze usiadłam na huśtawce i zaczęłam myśleć. Założyłam słuchawki i się hustalam. Gdy huśtawka się zatrzymała spojrzałam zegarek była 21. No ładnie. Nie zamuerzalam jeszcze wracać więc dalej siedziałam na huśtawce. Dzisiaj są moje urodziny a ja co?  Zamiast świętować to siedzę w samotności bo nikt nie wie że są moje urodziny. Nie no zajebiscie. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.. Okazało się że to był. . 
_______________________----_________
Jeju wiem nie wyszedł mi rozdział po prostu dużo nauki mam,  i brak weny. Komentarzow też za dużo nie ma ale uwierzcie komentarze pomagają w pisaniu. Wiec bardzo proszę czytasz to komentuj xd

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 3

(..) - Nigdzie idziesz. Zostajesz na noc-powiedział spokojnym tonem.
- Czy musisz mi rozkazywać? Podaj chociaż 1 argument żebym została.
- Musimy porozmawiać. Chodź na górę.-chwycił mnie za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Nie chciałam z nim rozmawiać ale i tak by nie odpuścił. Zaśnie i pójdę do swojego mieszkania.Usiadłąm na łóżku a on naprzeciwko mnie.Patrzyliśmy sobie w oczy, jeju jakie on ma pięknę tęczówki.*.*
Po chwili powiedział
- Czemu mnie nie lubisz?Co ci zrobiłem? - zapytał.
- Nic mi nie zrobiłeś, nie lubię cię, bo mi rozkazujesz, myślisz, że wszystko ci wolno.-powiedziałam
- troszczę się o ciebie nie rozumiesz? - powiedział.
- Jesteś moim nauczycielem. Miałam chodzić na profil sportowy a na jaki chodzę? Na ogólny. Myślisz, że zmienisz mnie 'głupimi karami'? Nawet jeszcze żadnej nie wymyśliłeś.
- Masz rację jestem twoim wychowawcą, a ty mnie ignorujesz, nie zwracasz się do mnie jak do nauczyciela tylko jak do kolegi. Na sportowy profil chodzą te osoby które będą u mnie w drużynie piłkarskiej. Nie rozumiem dlaczego jesteś tak wulgarna?
-Życie nauczyło mnie taką być. Nic nie wiesz o mnie, nie wiesz jaka jestem, taa drużyna piłkarska pewnie sami chłopcy?
- No to dawaj, chętnie cię poznam. Nie tylko sami chłopcy. Zastanawiam się czy ciebie nie wziąść do drużyny. Dlaczego nie szanujesz samej siebie? Sypiając z coraz innymi chłopakami? Skąd wiesz jaki ja jestem?
- Taa mnie do drużyny, szanuję samą siebie. Z coraz innymi chłopakami? Chyba cię pojebało. Wtedy z jednym chłopakiem się przespałam bo byłam pijana.
- No tak pijana. A co w tym dziwnego? Dobra jesteś w nogę. Nie niszcz samej siebie. Nie widzisz tego?
- Nie niszczę samej siebie. Czemu mnie pocałowałeś?
- Nie mogłem się powstrzymać,  a poza tym tak działasz na mnie, jeszcze jak dzisiaj przyszłaś ubrana do mnie.. Może lepiej nie chodź tak ubrana bo wtedy znowu nie będę mógł się powstrzymać? 
- Aha, dobrze wiedzieć.. - mówiąc to położyłam się łóżku. Po chwili zwijałam się ze śmiechu, zaczął mnie gilgotać .
- HAhahahhahahahhahahhahahahhaha Marco hahahahahahahahahahahajahahahaha przestań hahahahahahahahahahahajahahahaha proszę hahahahahahahahahahahajahahahaha. 
- oj no dobra- powiedział i po chwili dostał poduszka w głowę. -  "ej,  ja ci kary nie wymyśliłem jeszcze. -  powiedzial
- nie musisz wymyślać serio, teraz lepiej idź po sok mi -  powiedziałam, po czym wstał i poszedł.  Po chwili wszedł z sokiem. 
- trzymaj
- dzięki 
Wzięłam łyka po czym niechcący się pochlapalam sokiem po bluzce nie no świetnie. Marco zaczął się z tego śmiać i  dał mi swoją koszulkę. 
- Marco wyjdź musze się przebrać, 
- hmmm zbyt wygodnie tu jest nigdzie nie idę. 
-  wyjdź.
- wstydzisz sie? - zapytał po czym stanął za mną.
Zdjelam koszulkę, po czym okazało się, że zabrał mi swoją koszulkę Reus. 
- wiesz myślę że zdecydowanie lepiej wyglądasz bez koszulki. 
Odwrocilam się, podeszłam do niego i zabrałam koszulkę mówiąc :
- nie zapominaj, że jesteś moim wychowawcą. 
- dobra,dobra..  Po czym podszedł do mnie i mnie objął w talii. Na jego nieszczęście kopnęłam go w brzuch. Aleon miał tam skałę. Więc go to nie bolało, po chwili uciekalam od niego bo mnie gonił.. Ale po chwili mnie złapał i upadlismy na podłogę,  znaczy ja upadłam bo Reus na mnie. 
- Reus zejdź ze mnie- powiedziałam. 
- A co jeśli nie? -  zapytał. 
- To wtedy cię kopnę- powiedziałam z uśmiechem
- Wiesz chyba jednak muszę poćwiczyć - powiedział to i zbliżał się do mnie. Nasze twarze dzieliły milimetry. No i kurwa znowu mnie pocałował, ale muszę przyznać świetnie całował. Nie no on mnie chyba lubi denerwować... Po chwili kopnęłam go, trafiłam w czułe miejsce, zwijał się z bólu.
- Czemu znowu to zrobiłeś?-zapytałam.
- Bo kocham się z tobą całowac- odpowiedział.
- Jesteś moim nauczycielem.- odparłam.
- Ale to nie zmienia faktu, że nie mogę cię całować.- odpowiedział
- a skąd wiesz czy ja chcę się z tobą całować?-zapytałam.
- Po prostu to czuję,/
- Wiesz co? Może o tym zapomnijmy?
- Jak chcesz to zapominaj, ja tam nie żałuję.
-Dobra,późno jest, będę szła, narazie.
-Cześć.
Gdy weszłąm do mieszania, odrazu położyłam się na łóżku, czemu jestem taka głupia? Może potrzebuje zmiany? Nie może tylko na pewno potrzebuje zmiany. Tatuaż. Tak zrobię sobie tatuaż, chociaż to może pomoże mi się zmienić. Postanowione jutro nie idę do szkoły, nie zaraz zaraz jest już 1;58 więc jakie jutro, dzisiaj idę do studia tatuaży.
***************************8 godzin później.****************************************
Szczęśliwa, wyszłam z studia tatuaży, piękny tatuaż mi zrobili, cieszę się z niego. Serio, ten tatuaż daje jakieś pozytywne nastawienie do życia, przynajmniej dla mnie;). Postanowiłam nikomu nie mówić o moim ślicznym tatuażu , ciekawe czy sami zauważą. Dobra więc dzisiaj jest jakiś 9 wrzesień, za 2 dni moje urodziny. Jak je spędzę? Nie wiem. Nie chcę robić imprezy, bo zrobię coś głupiego. Dobra kase mam na koncie, więc może kupie se samochód, albo motor? A może to i to? Szczęśliwa zaszłam do galerii, ciuchów nigdy za wiele, a może kupie sobie nowe korki? Albo strój na wf? Nie wiem, zobaczymy. Usiadłam na ławce, wyciągnęłam telefon i sprawdziłam stan konta, nie no nieźle, mimo tego, że odkładali mi na konto od urodzenia rodzice kase, to przysyłali ją co miesiąc. Nie chciałam o nich myśleć. Więc weszłam do sklepu. Po 2 godzinach, szczęśliwa weszłam do domu, postanowiłam zrobić se jeść, tak bardzo mi się nie chciało nic roić do jedzenia, że zamówiłam pizze. Kolejny raz w tym dniu spojrzałam na swój tatuaż, więc chyba trzeba zrobić teraz kolejny krok w stronę lepszego życia. Z moich przemyśleń wyrwał, dźwięk dzwonka do drzwi. Jak się domyślałam przyjechała pizza, zapłaciłam za nią i zjadłam.Była pyszna...Dobra więc, jak ma się wszystko zmienić to może najpierw garderoba? No tak, poukładam wszystko w garderobie. Wyjęłąm wszystkie rzeczy i zaczęłam układać, : bluzki,bluzy,koszulki,sukienki,koszule,kurtki,czapki,szaliki,rekawiczki,spodnie,spodenki,leginsy,korki,baletki,
koturny,szpilki. Wszystko zajęło mi 3 godziny, no tak jak ten czas szybko leci. Nagle przypomniałam sobie o jednej bardzo ważnej rzeczy. Nie wypakowałam jeszcze tego co kupiłam, no więc kupiłam masę koszulek, mase spodni i spodenek, pare sukienek i kilkanaście bluz-bluzek. No więc podsumowując ciesze się, że postanowiłam się zmienić. No tak tatuaż jest,nowe ciuchy są, to może teraz jakieś ćwiczenia na brzuch, no przydałoby się. Dobra to codziennie rano i wieczorem brzuszki tylko po ile? Nie no, żeby się nie przemęczać zaczynam od dzisiaj, od teraz. Codziennie będę robiła co 5 brzuszków więcej i będzie ok ;). Dobra no więc teraz zrobię 15 brzuszków a jutro 20 itp. Położyłam się na podłodze i zajęłam się robieniem brzuszków. Gdy skończyłam spojrzałam na ekran telefonu, była godzina 17. Odblokowałam ekran i zobaczyłam dwa sms od wychowawcy.
               Czemu nie było cię dziś w szkole?
              Jesteś zła za wczoraj? Temu nie odpisujesz?
No tak wczoraj... Co się zdarzyło wczoraj to było wczoraj. Koniec życia przeszłością, czas zacząć żyć teraźniejszością. Dobra trochę namieszaliśmy, ale nie zamierzam zachowywać się jak dziecko. Dobra Rose ogarnij się nie myśl już o tym. Dobra, brzuszki zrobione. Tatuaż też, garderoba uporządkowana więc teraz trzeba być milszą dla ludzi. To będzie trudne ale jakoś tam radę...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
No więc wiem wiele osób spodziewało się pewnie dużo lepszego rozdziału. No tak ja sama nie jestem z niego zadowolona. No więc mam prośbę do tych którzy to czytają ;) Komentujcie bo serio to motywuje, że ktoś czyta i mu się podoba lub nie podoba. Spokojnie, możecie krytykować jak chcecie. No i następny rozdział bd gdzieś w następnym tygodniu albo wcześniej ;).