Obudziłam się o 6.30. I w tym samym momencie zadzwonił budzik. Nie chciało mi się wstawać ale musiałam. Musiałam od dzisiaj być miła. Miła? Nie dam rady. Ale muszę się postarać. No oczywiście w niektórych sytuacjach nie mogę być miła. Spojrzałam na mój piękny tatuaż, odmienił mnie. Tak to przez tatuaż musze się zmienić, być inna. Ale czy to dobry czas na zmiany? Ale jak nie teraz to kiedy? Jutro? Jutra może nie być. Nie wiadomo co się jutro zdarzy. No tak jutro moje urodziny. Nie chce żadnej imprezy. Bo znowu zrobię coś czego będę żałować. Dobra koniec przemyśleń pora wstawać i wziąść się za siebie. Wstałam, zrobiłam brzuszki i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i założyłam to. Bo po prostu było chłodno. No tak jesień zbliża się krokami. Zjadłam na śniadanie tosty z nutella i poszłam do szkoły. Założyłam sobie słuchawki i puściłam muzykę. Byłam już prawie pod szkoła gdy ktoś mnie walnął w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam no właśnie kogo zobaczyłam? Caro. Zobaczyłam Caro przez tą samą którą się zmieniłam w wulgarną nastolatkę. Wyjęłam słuchawki i powiedziałam do niej.
- Czego ode mnie chcesz?
- To tak witasz swoją przyjaciółkę?
- Byłą przyjaciółkę.
- Co? Weź no byłysmy kurwa tyle czasu przyjaciółkami. A ty teraz się kurwa ode mnie odwracasz? Wyjechalas do Dortmundu i myślisz że bym dała ci spokój? O przyjaciołach się kurwa nie zapomina czaisz?
- My nie jesteśmy przyjaciółkami. Przez ciebie zmieniłam się na gorsze. Weź spieprzaj ode mnie. Myślisz, że jak Ci się skończyła kasa na amfe to ci pomogę? Zapomnij. Zostaw mnie w spokoju.
- Pożałujesz jeszcze tego.
Nie rozumiem czego ona ode mnie chce? No wiem, że pieniędzy. Po co mnie szukała? Nie dość że jej nie nawidze i mnie zniszczyła to mi grozi. No bez przesady. Dobra koniec. Nie myślę o niej już. Tera idę na lekcje i zapominam o całej sprawie. Z rodzicami się nie pogodze mimo, że się zmieniłam nie po tym jak się odwrócili....
Matma, polski, gegra, hista, te lekcje juz minęły teraz tylko plastyka i do domu. Jeju jak ja się cieszę z tego powodu.. Plastyka, nie lubię rysować. Chociaż kiedyś zajmowałam się graffiti. No tak to było kiedyś. Usiadłam w ostatniej ławce. Dzisiaj mieliśmy namalować napis jakikolwiek jak najładniej. Mogło być graffiti. Gdy już kończyłam do sali wszedł wychowawca i powiedział żebym przyszła do niego. O co mu chodziło to nie wiem ale cóż. Po skończeniu pracy efekt mnie zadawalal, moja praca wyglądała tak jak miała wyglądać. Napis infinite jako graffiti prezentował się świetnie. Oddałam rysunek i wyszłam z klasy. Nie wiedziałam o czym chce on ze mną rozmawiać. Może o drużynie? Oby. Dobra musze być miła, no ale nie wiem jak to wyjdzie. Ale jakoś musi bo obiecałam sobie, że bd miła. Dobra to już to ustaliłam ale nie wiem czy iść na boisko czy do jego klasy. Dobra pewnie w klasie. Doszłam do klasy i zapukałam. Powiedział proszę, wiec weszłam. Siedział sobie na krześle i coś pisał w komórce. Gdy mnie zobaczył schował komórkę i kazał usiąść..
- No więc czemu ciebie nie było wczoraj w szkole? - zapytał.
- Miałam ważny powód to nie przyszłam. - odpowiedziałam i pl chwili dodałam. - jeśli myślisz, że nie przyszłam bo się calowalismy to się mylisz.
- skąd wiesz, że tak myślałem?
- widać po twoim zachowaniu.
- aha. No więc myślałem nad drużyną. I chcesz w niej być? - zapytał.
- No tak. A na jakiej bym pozycji grała?
- no nie wiem, pewnie obrona albo pomoc.
- a bd grała jeszcze jakaś dziewczyna?
- No tak Olivia.
- że co? Ona w drużynie? Chyba cie pojebalo nie?
- no ale i tak bd musiał wybrać między Tobą a nią, tylko tyle że jej ojciec jest jakimś tam ważnym i dyrektor poprosił żebym ja sprawdził.
- super, dobrze wiedzieć - powiedziałam z sarkazmem.
- ok, to jutro o 8 trening i wybieranie drużyny.
- dobra to cześć - powiedziałam i wyszłam z klasy. Nie no zajebiscie jutro... Czyli moje urodziny. Byłam pewna, że to wygram z tą Olivią ale jest jeden problem. Jak ja wstanę? Dobra jakoś trzeba.
********** *** *********
23:59 jest godzina a ja jeszcze nie śpię, dlaczego? Bo myślę o całym moim życiu. Jeszcze rodzice których tak naprawdę nie mam. Bo jacy rodzice się odwracają od swojego dziecka? Jutro a nie juz dzisiaj. Pewnie przyślą mi kasę. No tak dzisiaj kończę 19 lat. Miałam już 19 lat ale rocznikowo. Dobra koniec musze się wyspać bo nie wstanę. Obudziłam się o 6,bo jakoś spać nie mogłam. Wzięłam telefon i weszłam na fb. No tak życzenia juz ślą. Nie chciało mi się czytać tego wszystkiego wiec wylogowalam się. Ej ale fajnie było by zrobić sobie sesje zdjęciową z piłką i bez. No tak fajnie tylko jak? Ale zaraz zaraz Pola mówiła coś, że ma jakąś koleżankę która robi świetne zdjęcia. Wstałam zrobiłam brzuszki, ogarnęłam się, nałożyłam zwykłą koszulkę i spodenki. Jadłam śniadanie jak usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Odebrałam.
- halo?
- wszystkiego najlepszego z okazji urodzin no i mamy prezent dla ciebie. Przelalismy ci pieniądze i powinno ci to wystarczyć. No i juz nie będziemy tobie nie wysyłać kasy bo jesteś już duża i masz swoje życie to tylko tyle chciałam narazie.
No tak kurwa kochani rodzice. Jak podejrzewałam kasę wysłali. No i dobrze nie potrzebuje ich. Tylko zepsuli mi dzień... Wzięłam plecak i korki i poszłam na boisko. Nie chciałam o nich już myśleć.... Poszłam do szatni przebralam się i poszłam na boisko. Oczywiście Olivia mnie nienawidziła tak jak ja ją. Jak mnie zobaczyła to powiedziała coś do swoich kolegów. Przyszedł Reus, podzieliliśmy się na drużyny. Jak zawsze spóźnił się Matt, którego nienawidziłam. Był to chłopak Olivii nie wiem jak można być z takim pustakiem ale okey. Nie mieszam się w to. Matt oczywiście był w przeciwnej drużynie z swoim pustakiem. Zaczęliśmy mecz. Ja stałam na obronie. Biegła Olivia i zabrałam dla niej piłkę i okiwalam ją zakładając dla niej siatkę. Wkurzyła się. Ja podałam do Erika i strzelilismy gola. Później znowu Biegła Oliwia to zabrałam piłkę i kiwalam się z wszystkimi juz miałam podać gdy poczułam ból w nodze. Okazało się, że to Matt wjechał mi wslizgiem w nogę z całej siły. Upadłam na ziemię i zwijalam się z bólu. Reusa w tym czasie nie było bo poszedł do dyra na chwile. Erik pomógł mi wstać.
- Ej nie mów nic nauczycielowi ok? - powiedziałam dla Erika.
- Okey nie ma sprawy. Dobra przyniosę ci twoje rzeczy i pojedziesz do domu ok? - powiedział i po chwili go już nie było. Noga strasznie mnie bolała. Nie wiem może mam złamaną? Albo skróconą? Nie wiem. Pojadę do lekarza i się dowiem. Jeszcze akurat musiał mi trafić w kostkę. Nie no super. Zajebiste urodziny nie ma co. Erik przyniósł mi rzeczy i poszłam do domu. Kostka wyglądała fatalnie wiec zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Okazało się, że mam skręconą kostkę. Założył mi bandaż i powiedział żebym nie przeciążała nogi. Całe szczęście, że to jest lewa kostka.... Szłam sobie pomału i doszłam do wniosku, że przydałby mi się nowy samochód. Weszłam do salonu i odrazu spodobał mi się ten. Zapłaciłam za niego kartą i pojechałam do sklepu. Kupiłam dużo słodyczy i jedzenia. Spotkałam się jeszcze z Polą i załatwiła mi fotografa na 16. A teraz 14. Pojechałam do domu. Rozpakowalam produkty i włączylam tv. Nie zauważyłam jak minęło mi tyle czasu. Spojrzałam na zegarek a tu 17.30 szybko się przebrałam, i poszłam na umówione miejsce czyli boisko. Nigdy tu nie byłam ale napewno będę tu często. Było to boisko na wzgórzu i huśtawka i ławeczka obok. Widok zapieral dech w piersiach. Okazało się że te niezwykłe miejsce jest 5 minut ode mnie. Serio cudownie tu było. Przyszła koleżanka Poli i zaczęła mi robić zdjęcia z piłką. Odrazu pojechalysmy do niej i wywołała je i dała. Zdjęcia wyszły cudownie. Dzisiaj ciepło było więc gdy wróciłam do domu, przebrałam się i postanowiłam się przejść. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam energetyka i pestki. Poszłam na wzgórze usiadłam na huśtawce i zaczęłam myśleć. Założyłam słuchawki i się hustalam. Gdy huśtawka się zatrzymała spojrzałam zegarek była 21. No ładnie. Nie zamuerzalam jeszcze wracać więc dalej siedziałam na huśtawce. Dzisiaj są moje urodziny a ja co? Zamiast świętować to siedzę w samotności bo nikt nie wie że są moje urodziny. Nie no zajebiscie. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.. Okazało się że to był. .
_______________________----_________
Jeju wiem nie wyszedł mi rozdział po prostu dużo nauki mam, i brak weny. Komentarzow też za dużo nie ma ale uwierzcie komentarze pomagają w pisaniu. Wiec bardzo proszę czytasz to komentuj xd
niedziela, 4 stycznia 2015
Rozdział 4
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz